Józef Cynar - wrocławski organmistrz

Patrzysz na archiwalną wersję tematu "Józef Cynar - wrocławski organmistrz" z forum www.organy.com.pl/forum/



Strona 1 z 21, 2


pavlos - 2006-07-23, 20:55
Mam nadzieję, że nie będziecie mieli pretensji, jeśli teraz ja zaaluzjuję do Cynara. Widziałem dzisiaj jeden jego WYTFUR - konkretnie Dębica, kościół św. Jadwigi. Szafa barokowa - strach pomyśleć, czy może Cynar wywalił stamtąd przedtem jakiegoś XVIII-wiecznego mechanika... Traktura pnełmatyczna - wnioskuję po braku nieśmiertelnych kiczowatych lampek nad II man. i woltomierza, jednak dyspozycja na Cynara nietypowa. Jeszcze jedna różnica - tabliczka nie ma postaci złotej naklejki z bohomazem, jak w większości jego instrumentów, a jest napisana taką czcionką jak manubria. I nie Zakład Organowy - a Organmistrzowski. Czy to raczej wczesny Cynar, czy raczej późny?

Dyspozycja taka jest (19 głosów):

Manuał I

Pryncypał 8'
Gamba
Bourdon 8'
Kwintaton 8'
Oktawa 4'
Flet 4'
Kwinta 2 2/3'
Superoktawa 2'
Mixtura 4x

Manuał II

Gedakt 8'
Salicet 8'
Pryncypał 4'
Rurflet 4'
Sesquialtera 2x
Flet leśny 2'

Pedał

Subbas 16'
Oktawbas 8'
Fletbas 8'
Chorałbas 4' + 2'

I tak się zastanawiam - czy to ORIGINALNY Cynar, czy też Biernacki albo co, z kontuarem tegoż? Pytanie do obeznanych w twórczości Cynara - może na podstawie dyspozycji da się ustalić ramy czasowe powstania?



Tomasz Kmita - 2006-07-23, 22:48
Hmm... Ja nie wierę żeby to był orginal Cynar. Dyspozycja w ogóle nie jego. Chyba, że to jakiś super wczesny C.
Druga sprawa, że C. uwielbiał dostawiać do jakiegoś tam instrumnetu li tylko kontuar i nazywać go od razu swoim poprzez właśnie umieszczanie na kontuarze tabliczki, która jednoznacznie sugerowała, że cały instrument jest C.
Po trzecie C. w latach 70 miał charakterystyczne "logo" - napis Cynar takimi plastikowymi stylizowanymi literkami - jak ktoś widzial kiedyś napis "Syrena" w owym samochodzie to to było właśnie w takim stajlu
No a potem były te nieszczęsne naklejki, które na szczęście bardzo łatwo schodziły...
Teraz nadeszła era metalolowcyh tabliczek.

Co do powyższego to stawiałbym, że to jakiś wybitnie wczesny Cynar i to jeszcze z wykorzystaniem wcześniejszego instrumentu.


organicus - 2006-07-24, 03:13
Coście się tego Cynara czepili!!!???

Jak będę w Brzozowie, to może uda mi się zagrać coś na organach w kolegiacie. Tam jest chyba Cynar?

Słyszałem z nagrania... cóż, na pierwszy rzut ucha, mogliby lepiej podstroić do nagrania- Surzyński "Święty Boże", ale i tak brzmienie niezłe.

Kto wybudował organy we Wrocławiu w auli szkoły muzycznej, która bodajże została zalana? III man, mechaniczne.


tobias - 2006-10-10, 12:57
Wprawdzie nikogo tu już nie ma ale w rawiczu pan Cynar też przerobił Schlaga i walnął swoją tabliczke. Totalnie go ******* dyspozycja ******* i naprawde tak zniszczyć piękny instrument



Tomasz Kmita - 2006-10-23, 14:21
Poniższe posty stanowią odtworzenie tematu, na podstawie zapisanych materiałów, o działalności pana Józefa Cynara, który to temat został usunięty z tego forum przez ówczesnego moderatora Piotra Ahmada.

TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-17, 10:34 pm

W związku z tym, że rozwija się dyskurs na temat twórczości Jozefa Cynara, dla Wrocławian szczególnie ciekawy, zakładam nowy temat:)

Toeko:
Trudno - jest we Wrocławiu przynajmniej, jak pamiętam. pięć instrumentów J. Cynara (po co przedrzeźniać i przekręcać nazwisko?) i chwała Mu za to. U kogoś t a k nauczył się je budować i tak nauczył paru innych, którzy kontynuują Jego tradycje, lub może nie kontynuują, ale przecież pamiętają nauki swojego mistrza. No - i to j e d n a k piszczałki. I na wszystkich pięciu słyszałem koncerty, choć w baaaaardzo różnym wykonaniu.



Ach...
Cynar był samoukiem
Dokształcał się u niejakiego Bohma, z resztą Twego imiennika (sobie uświadomiłem teraz!)
Który, nawiasem mówiąc, też był samoukiem

Wydaje mi się, jak również znacznej liczbie populacji organistów, iż uczyć się organmistrzostwa poprzez tylko i wyłącznie wlasne obserwacje to kiepski pomysł... Zwłaszcza jeśli chodzi o budowę piszczałek.
Tu jest potrzebna WIEDZA - której ś.p. Joseph nie posiadł - czego dał dowód i co uwiecznił w swych dziełach.

No jeju. Czyż muszę się tutaj zagłebiać w szczegóły i rozpatrywać każdy element sztuki organmistrzowskiej i wskazywać co robił źle Zinar?!
Zinar był po prostu dyletantem, który budował złe instrumenty - i jest to wiadome wszech i wobec, dlatego wydaje mi się to niecelowe.

Instrumentum Zinar w samym mieście Breslau:

1. Akademia Muz. - mechaniczne
2. Katedra Polskokatolicka - małe organy
3. Kościół Bożego Ciała
4. Kościół Ducha Świętego
5. Kościół Mariacki
6. Kościół św. Augustyna
7. Kościół św. Bonifacego - rozbudowa
8. Kościół św. Elżbiety
9. Kościół św. Ignacego
10. Kościoł św. Krzyża - to jest w ogóle temat na cały artykuł. To są połączone instrumenty Sauera i Schlaga (choć tabliczka RZECZ JASNA głosi, iż to dzieło inż. Remigiusza Cynara), i to co w tym kościele zrobiono to jest SKANDAL!!!!!!! Ja uważam, że to jest sztandarowy przykład kontynuacji dyletantyzmu i niewiedzy ojca przez syna!
11. Kościół św. Wojciecha
12. Metropolitalne Studium Organistowskie
13. OSP I i II st.

Więc jednak trochę więcej niż 5... I i tak nie wiem, czy to wszystkie...
A ile jest w regionie!!! Haha...


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 14:31
ADAM KLARECKI Wysłany: 2005-12-17, 10:49 pm

Tych instrumentów Cynara we Wrocławiu jest więcej. Naliczyłem ich 12. Oczywiście jest też oprócz tego masa instrumentów, w których dochodziło do napraw remontów i innych ingerencji firmy Cynara. W sumie, za życia Józefa Cynara, firma wykonała ponad 70 dużych inwestycji na Dolnym Śląsku i w innych regionach kraju.
To wszystko prawda, że instrumenty Cynara pochodzą trochę z innej epoki. Wiadomo, Józef Cynar był zwolennikiem systemów pneumatycznych i elektropneumatycznych, był zwolennikiem cynku jako materiału na piszczałki metalowe, nie uznawał konieczności zamykania instrumentu w szafie organowej, poszczególne sekcje głosów w instrumentach sytuował - delikatnie mówiąc - nietypowo... No tak, ale są też pozytywy działalności tej firmy. Pamiętajmy, że firma ta wyposażyła w instrumenty większość wrocławskich kościołów podniesionych z ruin, utrzymywała w stanie należytym zachowane cenne instrumenty, wychowała kilku organmistrzów, którzy z powodzeniem działają do dziś. Pisałem kiedyś pracę dotyczącą Cynara, spędziłem z nim wiele godzin na rozmowach, rozmawiałem na jego temat ze wszystkimi, którzy mogli wnieść coś do sprawy. Najwięcej wtedy pomógł mi p. Klemens Kamiński - mój recenzent. Między innymi pod jego wpływem przekonałem się, że ocena dorobku firmy jest sprawą bardzo skomplikowaną. W praktyce jest tak, że im więcej się wie, tym trudniej wydać jednoznaczny werdykt.

___________________________________________________________________________

TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-17, 10:51 pm

Prawda to jest wszystko.
Natomiast zdanie profesora Clemensa dotyczące firmy Cynarskiej też jest jawne.

[ Dodano: 2005-12-17, 23:17 ]
Adamie, ja bym bardzo chętnie przeczytał Twą pracę... Czy coś w tym kierunku moge uczynić?

___________________________________________________________________________

TOEKO Wysłany: 2005-12-18, 4:28 am

Rzeczywiście - pisałem o pięciu instrumentach tak "na chybcika" - potem mi się rozjaśniło. Cynara organy widziałem też i podegrałem na nich w Liceum Muzycznym przy ul. Łowieckiej (II piętro) - instrument coś 7-fłosowy. Jako pracownik sąsiedniej Elektrciepłowni zostałem po jakiejś znajomości poproszony o naprawienie zasilania organów. Wraz z innym pracownikiem dość długo szukaliśmy zasilania; było wspólne dla organów i ... oświetlenia korytarza (!). Naprawiliśmy upalony kabel.. Oczywiście wtedy skorzystałem z okazji. Odpisałem sobie dyspozycję, które to notatki potem zgubiłem. Cały instrument za żaluzją.
W sąsiedniej salce znajdują się inne organy (nie Cynara) - o wyglądzie "kościelnym". Oba instrumenty nie są opisane w PWCO.

[ Dodano: 2005-12-18, 04:47 ]
Tak - mój imiennik - Theodor Böhm... Znalazłem cztery organy (proszę mnie znów poprawić, jeśli się mylę) jego wykonania. Trzy maleńkie, budowy zamkniętej - bez widocznych piszczałek. Wrocław-Żerniki, Wrocław-Maślice i w kościele MB Częstochowskiej (ul. Kochanowskiego). Tych ostatnich teraz tam już nie ma stoi cyfrak z ordynarnie doczepionym "prospektem piszczałkowym". Czwarte - w kościele Św. Piotra i Pawła - o budowie aż nazbyt otwartej.
http://www.organy.art.pl/...hp?instr_id=582
http://www.organy.art.pl/...hp?instr_id=339
http://www.organy.art.pl/...hp?instr_id=519

[ Dodano: 2005-12-18, 05:09 ]
A tak już na koniec: czy ktoś ma jakieś dane dotyczące mego imiennika Theodora Böhmego? Nic na jego temat nie znalazłem w googlu i tym podobnych.


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 14:34
TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-18, 11:08 am

No właśnie... Skoro znasz instrument Cynarski z Łowieckiej to powinieneś drżeć na samą myśl o Cynarze
To piękny przykład na uszojebność twórczości wyżej wymienionego

No i ten instrument jest na PWCO
Natomiast w sąsiedniej sali jest Sauer o dyspozycji:

P
Subbass 16'
I
Gedackt 8'
Prinzipal 4'
Quinte 1 1/3'
II
Offenflote 8'
Flote 4'
Octave 2'
Krumhorn 8' - ale brzmienie francuskie, quasi-klarnetowe

Brzmienie ma bardzo miłe.
A jak widzisz Cynar budując organy w sąsiedniej klasie 'odgapił' dyspozycję - no, pomijając język...

Th. Böhme budował organy o wiele lepiej brzmiące od Zinara - a myślę, że w jescze gorszych czasach, bo zaraz po wojnie - więc jednak można.
Ale też miał różne dziwne pomysły...

Z tego co ja wiem o nim, a wiem mało, to był on autochtonem, który pozostał na Nieder Schlesien po wojnie, no i tak tu działał...
A jakiej rangi był budowniczym niech świadczy fakt, że właśnie nigdzie nie ma o nim jakiejkolwiek informacji...

No ale z pewnością Adam mógłby nam coś więcej o nim powiedzieć, skoro pisał pracę o Zinarze.

___________________________________________________________________________

ADAM KLARECKI Wysłany: 2005-12-19, 10:02 am

No jeju. Czyż muszę się tutaj zagłebiać w szczegóły i rozpatrywać każdy element sztuki organmistrzowskiej i wskazywać co robił źle Zinar?!



Otóż musisz Tomaszu. Jest taka zasada, że jeśli krytyka ma być konstruktywna, to musi się ona opierać o jakieś argumenty. Krytykować warto, a nawet trzeba, ale powinno się to na forum robić w taki sposób, by inni czytelnicy mogli wyciągnąć z tej krytyki jakieś wnioski. Powiem więcej, by jakieś wnioski dla siebie mogli z niej wyciągnąć inni organmistrzowie, a nawet spadkobiercy i kontynuatorzy tradycji firmy. Jeśli nie używasz argumentów, to Twoje krytykowanie zamienia się w zwykłe obsrywanie.
Piszesz, że Cynar był dyletantem, że był samoukiem itd. Wydaje mi się, że trochę znów próbujesz uciec od konstruktywnej krytyki. To zrozumiałe, że organiście może się nie podobać stylistyka instrumentów firmy, poglądy muzyczne i artystyczne organmistrza (też w tych obszarach miałem inne zdanie niż józef Cynar). Jednak, uwierz mi, jeśli nazwiesz kogoś dyletantem, to od razu zakończysz z nim dyskusję i Twoja krytyka nie przyniesie żadnych pozytywnych skutków. Zauważ też, że piszesz o osobie dawno już zmarłej, przez wielu szanowanej we Wrocławiu, która coś jednak po sobie zostawiła. Zastanawiam się więc, jaki skutek ma przynieść krytykowanie zmarłego organmistrza, "dowcipne" zmienianie jego nazwiska, imienia...


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 14:40
TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-19, 10:55 am

Bosze....
1.To co ja 'mam do Cynara' już napisałem kilkakrotnie w poprzednich postach.
I raczej nie są to uwagi nowe... tak mi się wydaje.

2.Nie ja wymysliłem 'Zinara'

3."Osoby szanowanej"... Hmmm...
Trzeba by powiedzieć przez kogo i dlaczego.

4. Tak. Pozostawiła po sobie... faktycznie.
Na przykład taki instrument u Dominikanów.
Nadchodzi czas remontu...
I co proponują koledzy, wrocławscy organiści? - podłożyć bombkę jakąś, i wybudować nowy instrument...
Pytam się profesora Kamiińskiego, jaka jest jego zdaniem tam intonacja. Odpowiedź: ŻADNA
Pytam się, czy da się cokolwiek zrobić z tymi organami. Opowiedź: NIC
Właśnie to pozostawił Cynar (vel Zinar - nie wiem czy widzicie, ale to nie jest przekrecone nazwisko tylko w innym zapisie:P)

5. A piszę o nim dyletant, nie dlatego, że go tak 'wyzywam', tylko dlatego, że po prostu nim był!! Co tu ukrywać...

6. Ponawiam pytanie: Czy można gdzieś (w bibliotece AMuz?) znaleźć Twą pracę o Zinarze? Bardzo chętnie przeczytałbym ją...

Pozdrawiam!!

___________________________________________________________________________

RAFAŁ KOBIC Wysłany: 2005-12-19, 2:38 pm

To ze czlowiek jest samoukiem, ja bym nawet pochwalil, bo sie sam krztalci bez dopingowania. Wiadomo, ze taka nauka moze byc niedokladna. Ale o tym tu nie pisano, tylko o tym ze czlowiek sie sam uczyl.

Co do organow wybudowanych przez Cynara, sa zasadniczo dwie kryterie - Jaki wydaja dzwiek, i jak sie na nich gra. Moznaby i tez dodac technike konstrukcji i koszta do kryteriow pod ocene. Sam tych organow nie widzialem i nie slyszalem, wiec nie moge nic na ten temat powiedziec co by mialo jakakolwiek wage. To zostawiam wiec kolegom do opisania. Ale jak piszecie ze sie podoba czy nie, podajcie dlaczego - czy to marne materialy i konstrukcja, czy tez rownowaga glosow jest pod zapytaniem, czy tez dlaczego dany zestaw jest "miodzio na uszy". A wiec, prosze dalej.


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 14:45
ADAM KLARECKI Wysłany: 2005-12-19, 2:55 pm

"Osoby szanowanej"... Hmmm...
Trzeba by powiedzieć przez kogo i dlaczego.



Tomaszu, choćby przeze mnie. Mimo mojego krytycznego podejścia do dokonań tej firmy, Józefa Cynara, jego dorobek i pamięć o nim szanuję bardzo.

Czy można gdzieś (w bibliotece AMuz?) znaleźć Twą pracę



Tak, ta praca powinna być dostępna w bibliotece.

___________________________________________________________________________

TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-19, 10:04 pm

Ale czy uważasz, że stwierdzając, że ktoś był dyletantem nie szanuje się tę osobę?

Widzisz... Jesteś starszy ode mię... (zaraz, tylko sprawdzę kiedy się urodzileś:D) o 16 lat jesli sie nie mylę.
Ja patrzę na Cynara z perspektywy innego pokolenia.
Bardziej niezależnego od "tamtych czasów".
Nie szanuję Cynara jako organmistrza - nie ukrywam tego. Nie szanuję go za to jak okaleczył wrocławskie kościoły stawiając w nich to co postawił.
Jednak może inaczej spojrzę na Cynara po lekturze Twej pracy... kto wie.
Nie myślę, żebym swe poglądy zmienił diametralnie, ale może wiecej zrozumienia... Zobaczymy

Pozdrawiam

[ Dodano: 19-12-2005, 22:58 ]
To ze czlowiek jest samoukiem, ja bym nawet pochwalil, bo sie sam krztalci bez dopingowania. Wiadomo, ze taka nauka moze byc niedokladna. Ale o tym tu nie pisano, tylko o tym ze czlowiek sie sam uczyl.



No to jest jasne. Jeśli to nie wynikało z mych wypowiedzi to dziękuję Rafale żes o tym napisał

Cóż mogę powiedzieć o Zinarze. Będę się trochę powtarzał, ale skoro mam powiedzieć o co mi chodzi to powiem.

Podzielę wypowiedź na części.
1.Piszczałki
Stosowanie materiałów niskiej jakości do produkcji piszczałek metalowych.
Wulgarne (tak! to jest właściwe słowo!) WULGARNE intonowanie. Głosy albo beczą (np. niektóre języki), albo ryczą (np. wysokie pryncypały i mikstury), albo syczą i „plują” (np. flety), itp. Brzmienie odstające od jakichkolwiek norm. Jasne, Rohrflote Beckeratha inaczej brzmi niż Walckera – ale jakieś normy są.
Intowanie odstające od warunków wnętrza. To samo tyczy się ciśnienia w wiatrownicach.
Głosy w sekcjach nie współbrzmią, ‘niewspółgrają’. Na przykład można włączyć oktawę 4’ i cała reszta ośmiostopowa ginie. Podobnie z miksturami.
Czasami ma się wrażenie, że instrument w ogóle nie był intonowany!
2.Ogólna architektura instrumentu
Nie spotkałem się z instrumentem Cynara, który miałby szafę.
Doprawdy przedziwne sytuowanie sekcji. Na przykład w kościele Dominikanów mamy w jednym rogu żaluzjowy , w drugim główny, pedał na poziomie podłogi balkonu, a nad nim quasi-pozytyw. W kolegiacie Krzyża Św. jest też ciekawie: Żaluzjowy (którym jest man. II (sic!)) jest w jednej wieży, w drugiej man. III. Oba ryczą, bo są zaraz za prospektem – a manuał główny i pedał są schowane z tyłu instrumentu na poziomie podłogi kościoła.
3.Kontuar
Kontuar to jest pokaz tandety. I na tym mógłbym skończyć, ale znów zostanę poproszony o konkrety.
Poczynając od klawiatur: „watowe”, opór żaden, regulacja żadna, a pedał brzmi po delikatnym muśnięciu klawisza (na szczęście nie we wszystkich instrumentach – to wypada powiedzieć)
Materiały użyte do wykonania niskiej jakości. Manubria i wszystkie przełączniki plastikowe – po czasie albo się łamią albo odpadają. Pistony tak samo – niektórzy żartują, że to wzięte a tramwajów „grzybki”…
I do tego kolorki tego wszystkiego…
Należało by wspomnieć także o moich ulubionych wiśniowych politurach, ale być może to już kwesta gustu, czy też po prostu estetyki…

Nie wspomnę o stosowaniu tremola o częstotliwości i amplitudzie chyba opracowanej przez samego „mistrza”, które doprowadza niejednego do odruchów wymiotnych lub histerycznego śmiechu (naprawdę!).

Może coś w przyszłości do tego dodam.
Na razie skończę, bo przyznam kolegom, że dziś wyjątkowo byłem eksploatowany i jestem strasznie umęczon:P Mam tylko nadzieję, że w miarę logicznie i składnie to wszystko napisałem…

[ Dodano: 19-12-2005, 23:12 ]
Zastanawiam się więc, jaki skutek ma przynieść krytykowanie zmarłego organmistrza, "dowcipne" zmienianie jego nazwiska, imienia...



Hmmm... skutek. Myślę, że o jakimś strasznym 'skutku' nikt nie myśli...
A ludzie o tym rozmawiają, a tym bardziej dowcipkują
bo to co robił Cynar we Wrocławiu jest po prostu, powiedzmy, zastanawiające
niektórzy twierdzą, że żałosne
no a na świcie jest tak, że nieudacznicy będący przekonani, że są 'udacznikami'
i ci, którzy nie wiedzą, że nie wiedzą
są często przedmiotem żartów
no ale to juz ich własna wina...

[ Dodano: 19-12-2005, 23:21 ]
sa zasadniczo dwie kryterie - Jaki wydaja dzwiek, i jak sie na nich gra



wydają zły dzwięk
źle się na nich gra

I jestem w cudownej komfortowej sytuacji, bo pisząc te powyższe słowa mam świadomość, że podzielają je rzesze organistów
A jeśli ktoś ma inne zdanie - niech pisze - po to ten temat na tym forum

Na zakończenie (chyba) dodam, że piszę dyletant - bo tak właśnie myśle o Cynarze, a zwykłem nazywać rzeczy i przypadki po imieniu.
Cynar był wielkim pasjonatem organów, ale nie miał wiedzy i nie był profesjonalny - dlatego dyletant.
A wydaje mi się (co też już tu pisałem), że brak wiedzy i nie-profesjonalizm nie służą ani sztuce organmistrzostwa, ani nam organistom, ani muzyce, ani odbiorcom tej muzyki. Wręcz przeciwnie - SZKODZĄ - i jak szanować kogoś kto działa na szkodę?????


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 14:49
ADAM KLARECKI Wysłany: 2005-12-20, 9:00 am

Mam tylko nadzieję, że w miarę logicznie i składnie to wszystko napisałem…



Wreszcie przeszedłeś do konkretów. Rzuć teraz okiem na tę pracę. Ona nie jest długa, szybko przeczytasz. Tam Cynar odpowiada na pytania odnoszące się do wszystkich poruszonych przez Ciebie problemów. Jest też tam obszerna wypowiedź Klemensa Kamińskiego. Kiedyś się buntowałem, że ta wypowiedź jest taka grzeczna, że nie ma w niej tej emocjonalności, która chrakteryzowała nasze wymiany poglądów na tematy wrocławskiego organmistrzostwa. Wczoraj przeczytałem jeszcze raz tę wypowiedź i dochodzę do wniosku, że jest sprawiedliwa. Widać można pewne rzeczy zrozumieć wraz z upływem lat.

Ja patrzę na Cynara z perspektywy innego pokolenia.
Bardziej niezależnego od "tamtych czasów".



Chyba nie do końca w tym rzecz. Uśmiecham się trochę czytając Twoje argumenty, bo 16 lat temu mówiłem dokładnie to samo co Ty i dokładnie w ten sam sposób.

___________________________________________________________________________

TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-20, 5:59 pm

Uśmiecham się trochę czytając Twoje argumenty, bo 16 lat temu mówiłem dokładnie to samo co Ty i dokładnie w ten sam sposób.



No widzisz...

Byłem dziś w bibliotece lecz pan mię uprzejmie poinformował, że prace magisterskie II wydziału są w piwnicy i że trzeba je dzień wczesniej zamawiac. A ze ja jutro wyjezdzam pokuszę się o to po nowym roku.
Ale znalazłem: "Działalność firmy organowej Józefa Cynara we Wroclawiu i na Dolnym Śląsku" i z pewnością przeczytam!

Dziś mi profesor Clemens opowiadał o tej pracy - i co ciekawe stwierdził sam, że jego wypowiedź jest 'grzeczniutka'!! hahaha... Ale, że w pracy tak trzeba

No nic... na prawdę jestem ciekaw treści całej pracy i na pewno napiszę o swych przemyśleniach po lekturze.

[ Dodano: 20-12-2005, 18:07 ]
Tylko chcę napisac jeszcze jedną myśl
bo mi dziś ją powiedziła Profesor, a ja później zapomnę...
Stwierdził na zakończenie całej rozmowy o Cynarze i temu podobnym
że dzięki takim Cynarom, Broszkom, Szydłowskim, Mikonowiczom, Chrobakom nie mielismy i nie mamy w ogóle 'zycia' organmistrzowskiego na Dolnym Śląsku
Nie wybudowano żadnego dobrego instrumentu po wojnie
(nie licząc chyba jedynie Sauera na Łowieckiej - ale to szkoła)
Bo oni przez cały czas byli i działali na D.Śląsku i coś tam dłubali, budowali, poprawiali itp...
A że robili to za pół-darmo - nie było dla nich konkurencji


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 14:54
TOEKO Wysłany: 2005-12-20, 9:56 pm

Tak... Ale dzięki Cynarom, Chrobakom, Szydłowskim, Mikonowiczom, Broszkom - mamy we Wrocławiu i okolicach organy. Piszczałkowe. Nie szkodzi, że niektóre z cynkowymi piszczałkami, tandetnymi kontuarami, dziwacznie zbudowane. Mamy organy piszczałkowe. Bez nich mielibyśmy puste chóry organowe z Yamahami, Casiami, Vermonami i B-2-mi. Teraz zaczęły by się pojawiać Viscounty, Contenty itp. Gdzieniegdzie dogorywały by Schlagi i Walckery. A tak są piszczałkowce. W tej furii przeciw lokalnym, może i tanim, ale czynnym firmom organmistrzowskim trzeba też powyższe wziąć pod uwagę. Jak dotąd Państwo na organy kościelne nie łoży nic. A społeczeństwo jest ogólnie rzecz biorąc ubogie. A ta część niby bogata w większości jest albo na dorobku, albo na kredycie, albo ... organy im zwisają.
Wątpię również, by Państwo, tak teraz odmienione nagle zaczęło zajmować się tymi sprawami. Dalej będą utrzymaniem wyposażenia w kościołach, w tym i organów ( nie ORGAN !!!) dbali proboszczowie. A oni - wiadomo.
Ale się rozpisałem

___________________________________________________________________________

TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-20, 10:30 pm

Bez nich mielibyśmy puste chóry organowe z Yamahami, Casiami, Vermonami i B-2-mi

.

No i własnie to jest ten problem. Ja w to nie wierzę. Patrz: inne regiony Polski

Po drugie, myślę, że gdyby była inna mentalność tych budowniczych (na przykład szacunek należy się w tym względzie młodym Chrobakom) i zechcieliby się na prawdę kształcić, zdobywać wiedzę i doskonalić swe umiejętności - a nie trwać w błędnym przekonaniu, że wiedzą już wszystko najlepiej - mielibyśmy dziś we Wrocławiu o wiele lepszą panoramę organową niż mamy... Myślę, iż właśnie problem ich mentalności jest bardzo ważny.

[ Dodano: 20-12-2005, 22:33 ]
I trzeba się zastanowić co jest lepsze
czy mieć gówno, śmierdzące ale mieć
czy po prostu nie mieć nic - przynajmniej czasowo

[ Dodano: 20-12-2005, 22:39 ]

Mamy organy piszczałkowe.



No i co z tego, że mamy?!?!?!
Co z tego, skoro przedstawiają one taką wartość sztuki organmistrzowskiej, że wolę to przemilczeć...
A najchętniej by się je wyburzyło i wstawiło nowy instrument.
Tylko jak przekonać do tego duszpasterstwo skoro na chórze już "coś" stoi???

___________________________________________________________________________

TOEKO Wysłany: 2005-12-21, 8:22 am

... Na przykład taki jak na starym zdjęciu - wnętrze kościoła Św. Wojciecha, co? Patrz - Album.


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 14:56
RAFAŁ KOBIC Wysłany: 2005-12-21, 10:22 am

Co do jakosci materialow dodalbym ze za czasow komuny bylo krucho z dobrymi materialami, ktore przewaznie szly na eksport zeby zarabiac dewizy, co napewno starsi forumowicze beda pamietac, wiec moze trudno jest czepiac sie ze organmistrz uzyl to co bylo mu dostepne. Pamietajmy tez, ze oprocz pierwotnego ustawienia organow, od czasu do czasu sie je stroi, ktora czynnosc nie zawsze jest oddawana oryginalnemu budowcy, ze wzgledu na koszta z tym zwiazane. Trudno wiec terazniejszy stan instrumentu klasc pod stopy organmistza, jezeli nie znamy pelnej "service history", bo mogl on nie miec zadnego kontaktu z danym instrumentem od czasu wstawienia organow.

Byc moze, ze powinno sie podziwiac, ze organmistrz zrobil to co zrobil z przyslowiowego "gwozdzia". Bez niego, mozliwe jest ze nic by nie bylo w kosciolach na ktore pamietajmy, panstwo patrzylo bardzo krzywym okiem.

___________________________________________________________________________

TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-21, 6:01 pm

Jeszcze raz powtarzam
Uważam, że tłumaczenie "czasami" nie jest na miejscu
wobec działalności wielu innych firm.

strojenie nie równa się intonacji
a intonacja strojeniu

[ Dodano: 21-12-2005, 18:15 ]
Na przykład taki jak na starym zdjęciu - wnętrze kościoła Św. Wojciecha, co? Patrz - Album.



Zaczynam podejrzewać, że chodzi Ci o to, jaki ja bym tam instrument wstawił

Nie... nie taki jak jest na zdjęciu.
Chciałbym z ładnym współczesnym prospektem (bo niby dlaczego ma być barokowy w gotyckim kościele? - patrz: sprawa organów u św. Elżbiety)
podobnych rozmiarów jak dzisiejszy cynarski
tylko z bardziej eklektyczną dyspozycją
coś na wzór organów Sauera na Łowieckiej

ach... dziś przeczytałem, że fantazjowanie rozwija bardzo inteligencje...


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 15:01
TOEKO Wysłany: 2005-12-21, 9:41 pm

Na zdjęciu instrument p r z e d w o j e n n y , więc nie cynarowski przecie! A że kościół gotycki a organy barokowe? Ile zachowało się w Europie gotyckich organów? Każde tylko z nieco gorszych materiałów zrobione organy, użytkowane byle jak, w wilgotnym kościele - ile lat wytrzymają? 100 lat? 150? I koniec. A tu już nowy styl budownictwa: wyrzuca się stare wyposażenie: ołtarze, obrazy, organy, które juz od dziesięcioleci nie grają... A stare mury stoją... Przychodzą Silbermanny, Hildebrandty, Englery - stawiają organy. Mija kolejnych lat 100-150, 200. Ich instrumenty już nie grają, rzężą, stękają. Niektóry się spali, innego zjędzą robaki. Nadchodzą Schlagowie, Berschdorffowie. A mury stoją. Biernaccy, Cepki Dyrszlagi i Klimosze. Potem wojna, Mury stoją albo już nie. Kościół odbudowany, znajduje się ktoś, kto podobno potrafi. Böhme, jego uczniowie, uczniowie uczniów ... Nie ma co wybrzydzać. Powtarzam, może byśmy wcale instrumentów nowych we Wrocławiu nie mieli, gdyby nie ci "partacze". Ile we Wrocławiu zachowało się przedwojennych instrumentów? Kilka, może z obecnymi peryferiami a dawniej samodzielnymi wuioskami i miasteczkami - kilkanaście. A kościołów w mieście jest coś prawie 80 (prawie w tę lub w tamtą stronę).
Zdaje mi się, że dyskusja zaczyna nabierać cech tej o cyrfakach, w rodzaju "szajs", ja tego nie dotknę. I tu i tam - zaczyman podejrzewać , że rzeczowe argumenty nie przemawiają. Przypomniał mi się ... moher.

[ Dodano: 2005-12-21, 21:41 ]
O - aż tyle napisałem?

___________________________________________________________________________

ADAM KLARECKI Wysłany: 2005-12-21, 11:41 pm

No nic... na prawdę jestem ciekaw treści całej pracy i na pewno napiszę o swych przemyśleniach po lekturze.



Centrum tej pracy stanowi wywiad z Cynarem, który dostał precyzyjnie sformułowane pytania i na wszystkie odpowiedział. Tak się składa, że to chyba jedyna wypowiedź Cynara dotycząca jego poglądów organmistrzowskich, artystycznych i estetycznych. Jest tam ponadto charakterystyka typowych instrumentów, wypowiedzi kilku osób i katalog prac. Ten katalog był spisywany niemal z pamięci Cynara i z rozproszonych dokumentów. Najgorsze podczas kompletowania materiału było to, że Józef Cynar zupełnie nie dbał o dokumentowanie swoich prac, nie prowadził zapisków i trzymał wszystko w pamięci. Ten brak podstawowych materiałów sprawia, że praca robi dziś wrażenie nieco reporterskiej relacji.

nie mielismy i nie mamy w ogóle 'zycia' organmistrzowskiego na Dolnym Śląsku



Ja również tak myślałem będąc we Wrocławiu, wydawało mi się, że w innych miastach jest znacznie lepiej. Później z czasem nabrałem przekonania, że Cynar nie był odosobnionym przypadkiem. Takie były realia w Polsce, tak po prostu budowało się tutaj od końca lat pięćdziesiątych do lat osiemdziesiątych. Była taka norma, że duży instrument musiał koniecznie być elektro-pneumatyczny, musiał być uniwersalny, musiał mieć prospekt przywodzący na myśl sztachety od płotu, "wypasiony" olbrzymi kontuar na wysoki połysk, w którym jest tak dużo przycisków, że aż trudno się połapać. Przecież takie właśnie organy dopiero niedawno usunięto z sali Filharmonii Narodowej, stoją jeszcze podobne w sali Polskiego Radia we Wrocławiu. Problem Cynara polegał chyba na tym, że inni organmistrzowie otwierali się stopniowo na świat, zmieniali poglądy, a on w dalszym ciągu był wierny jednej koncepcji. Był przy tym nieprzekonywalny i charyzmatyczny. Nieprzekonywalność uniemożliwiła z czasem budowanie dobrych instrumentów, a charyzmatyczność wpływała na uczniów Cynara - następców działających na Dolnym Śląsku - którzy nie śmieli nigdy dyskutować z poglądami swojego nauczyciela.


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 15:07
ADAM KLARECKI Wysłany: 2005-12-22, 12:01 am

Co do jakosci materialow dodalbym ze za czasow komuny bylo krucho z dobrymi materialami, ktore przewaznie szly na eksport zeby zarabiac dewizy, co napewno starsi forumowicze beda pamietac, wiec moze trudno jest czepiac sie ze organmistrz uzyl to co bylo mu dostepne.


Proponuję przeczytać, co w sprawie materiałów na piszczałki powiedział sam Cynar. W kwietniu 94 roku zadałem mu następujące pytanie:
- Jakie widzi Pan różnice w jakości brzmienia w zależności od rodzaju materiałów użytych w piszczałkach?

Odpowiedź była następująca:
- Nie sądzę, by rodzaj materiału miał dla jakości brzmienia decydujące znaczenie. Mogę na przykład w jednym głosie zestawić i odpowiednio zintonować piszczałki cynowe z cynkowymi. Po zagraniu nikt nie będzie w stanie wysłyszeć różnicy. Owszem, kiedyś stosowano tylko piszczałki ołowiane i cynowe, ale nie znano sposobów obróbki innych materiałów.

___________________________________________________________________________

TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-22, 12:17 am

HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
HAHAHAHAHAHA

A więc jednak!!!!!!!

Widzicie jakie gadał bzdury?!?!?

___
Kurcze. Strasznie mi ciąży to, że nie mogę teraz przeczytać tej pracy...

[ Dodano: 22-12-2005, 00:23 ]
Problem Cynara polegał chyba na tym, że inni organmistrzowie otwierali się stopniowo na świat, zmieniali poglądy, a on w dalszym ciągu był wierny jednej koncepcji. Był przy tym nieprzekonywalny i charyzmatyczny



TAAAAAAAAAAKK!!!!
to jest straszna prawda własnie!!!
zupełnie się zgadzam

___________________________________________________________________________

RAFAŁ KOBIC Wysłany: 2005-12-22, 11:35 am

Tomku, nie takie to bzdury. Material wplywa na dzwiek, oczywiscie, ale nie w takim wielkim stopniu. Popatrz sie do srodka byle ktorego piszczalkowca, a znajdziesz tam registry np. fletu, gdzie nizsze oktawy sa zrobione z drzewa, a najwyzsze oktawy sa metalowe. Dlaczego? Bo latwiej jest zrobic te najmniejsze z metalu, a w najwyzszych oktawach alikwotowe dzwieki zanikaja dla ludzkiego ucha, wiec ich nie slyszymy.

Adamie, czy jest mozliwosc zebys mogl te najciekawsze elementy Twej pracy tu przedstawic, bo wiekszosc z nas nie ma mozliwosci zapukac do wrot uczelni gdzie jest zlozona, a na pewno ten temat zainteresuje wiekszosc forumowiczow. Nie chodzi o spisy prac, tyle co o myslach przewodnich organmistrza, ktory dzialal w tych trudnych czasach.


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 15:11
TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-22, 2:30 pm

Tomku, nie takie to bzdury. Material wplywa na dzwiek, oczywiscie, ale nie w takim wielkim stopniu.



A czy ja mówię, w jakim stopniu on wpływa?
Tylko chyba nie chcesz mi wmawiać (w myśl Cynara), że piszczałki z cynku i z cyny będą brzmiały tak samo?!

Popatrz sie do srodka byle ktorego piszczalkowca, a znajdziesz tam registry np. fletu, gdzie nizsze oktawy sa zrobione z drzewa, a najwyzsze oktawy sa metalowe. Dlaczego? Bo latwiej jest zrobic te najmniejsze z metalu, a w najwyzszych oktawach alikwotowe dzwieki zanikaja dla ludzkiego ucha, wiec ich nie slyszymy.



Ale jaki to ma związek z tym co ja pisałem...?

Czy ja komuś każę budować piszczałki tylko z drewna, albo tylko z cyny??
Ja mówię o budowaniu albo z dobrych materiałów, albo ze złych.

___________________________________________________________________________

RAFAŁ KOBIC Wysłany: 2005-12-22, 2:55 pm

Tylko chyba nie chcesz mi wmawiać (w myśl Cynara), że piszczałki z cynku i z cyny będą brzmiały tak samo?!



Nie, ale o wiele wiecej wplywa ustawienie piszczalki (rozmiary itd) niz sam material z ktorego jest zbudowana.

Czy ja komuś każę budować piszczałki tylko z drewna, albo tylko z cyny??



Znowu nie, ja probowalem zilustrowac ze ten sam glos moze wydobyc piszczalka zrobiona z dwoch niepodobnych materialow, a tez innych ksztaltow - drewniane kwadratowe oraz metalowe okragle.

Na czym polega ocena dobrego czy zlego materialu? Moim zdaniem dobry material przetrwa dluzej, bedzie pewniejszy w konstrukcji, ale co do samego dzwieku piszczalki to chyba mniej wazne, bo to nie tulow piszczalki dzwieczy, tylko kolumna powietrza w niej zawarta.

___________________________________________________________________________

ADAM KLARECKI Wysłany: 2005-12-23, 4:55 pm

Przedstawiam fragment mojej pracy dyplomowej – wywiad z Józefem Cynarem.

Rozmowę przeprowadzono 21 kwietnia 1994 roku we Wrocławiu. Treść rozmowy została autoryzowana przez Józefa Cynara.

Adam Klarecki – Z jakich tradycji wywodzi się Pana znajomość fachu organmistrzowskiego?

Józef Cynar – Zacząłem od gry na organach w trakcie nauki w średniej szkole muzycznej, którą ukończyłem we Wrocławiu. Po drobnych reperacjach psującego się instrumentu przyszły zainteresowania głębsze, stale uzupełniane literaturą fachową. W młodości odwiedzałem wiele kościołów, gdzie stały instrumenty słynnych śląskich mistrzów. Tam korzystałem z możliwości bezpośredniego poznawania sztuki organmistrzowskiej. Konfrontowałem style, słuchałem brzmienia głosów, dokonywałem pomiarów. Sporo praktycznych umiejętności wyniosłem z kontaktów z p. Pacewiczem, doświadczonym warszawskim organmistrzem. Miałem też możliwość porównania swoich wiadomości z osiągnięciami mistrzów angielskich podczas kilkumiesięcznego pobytu w Londynie.

A. K. – Gdzie uzyskał Pan swoje rzemieślnicze uprawnienia?

J. C. – Uprawnienia uzyskałem w 1965 roku w Warszawie. Przewodniczącym komisji, która mnie oceniała, był Zygmunt Kamiński – senior.

A. K. – Kto z organistów był konsultantem firmy w pierwszych latach jej działalności?

J. C. – Nie korzystałem wtedy z pomocy konsultantów. Wszystkie prace projektowałem i realizowałem samodzielnie. Sporadycznie kontaktowałem się z prof. Janem Jargoniem.

A. K. – Jak wyglądała Pana współpraca z Katedrą Organów Akademii Muzycznej w Krakowie?

J. C. – Nigdy nie współpracowałem z krakowską Katedrą Organów. Nie było to konieczne. Doskonale dawałem sobie radę bez czyjegokolwiek nadzoru. Uważam, że Katedra Organów nie zrobiła nigdy niczego pożytecznego dla polskich organmistrzów.

A. K. – W jaki sposób udawało się dawniej pokonywać trudności związane z charakterem Pana rzemiosła? Jaki był stosunek władz do firmy?

J. C. – Nie mogę powiedzieć, by władze kiedykolwiek oficjalnie utrudniały mi pracę. Proszę sobie jednak wyobrazić trudności związane ze zdobyciem deficytowych materiałów potrzebnych do budowy. Przecież niezbędnych mi metali i drewna nie można było kupić w sklepie. Nieraz używałem karkołomnych sztuczek, by zdobyć cokolwiek. Często w kompletowanie materiałów angażowali się niektórzy z inwestorów – potrafiący obejść biurokratyczne bariery. Wszystko to powodowało ogromne straty czasu i opóźnienia. Symbolem moich zmagań z biurokracją był 6-letni okres starań o pozwolenie na budowę warsztatu w obrębie mojej własnej posesji.

A. K. – Gdzie leżą granice postępowania organmistrza przy rekonstrukcji historycznych instrumentów?

J. C. – Zadaniem organmistrza pracującego przy zabytkowych organach jest ich najbardziej wierne odtworzenie. Jeśli organmistrz nie rozumie, nie zna stylu rekonstruowanego instrumentu, to powinien zwrócić się do osób kompetentnych. Bywa przecież tak, że rekonstrukcji dokonują osoby niedouczone i instrument traci swój charakter bezpowrotnie.

A. K. – Jakie prace konserwatorskie realizowała Pana firma?

J. C. – Podejmowałem się wielu remontów organów mechanicznych i pneumatycznych. Instrumenty znajdowałem w różnym stanie, więc różny był zakres wykonywanych prac. Najważniejsze dla mnie przedsięwzięcia to remonty we wrocławskim kościele uniwersyteckim oraz w kościele św. Elżbiety – gdzie przywróciłem historyczną wysokość stroju.

A. K. – Jak przez pryzmat swojej działalności ocenia Pan poszczególne rodzaje traktur organowych?

J. C. – Najprostszą z nich jest traktura mechaniczna. Traktury tej nie stosuję, choć nie jestem jej przeciwnikiem. Lubię pracować nad czymś skomplikowanym, czymś co wymaga twórczego myślenia. Organy mechaniczne są tak proste, że szkoda mi czasu na zajmowanie się nimi. Tylko raz zbudowałem mały instrument mechaniczny i była to moja ostatnia praca tego typu.
Preferuję traktury: pneumatyczną i elektro-pneumatyczną. Uważam, że zwłaszcza ta ostatnia daje organmistrzowi duże pole do popisu. Do budowania instrumentów elektro-pneumatycznych skłania mnie precyzja przy wydobywaniu dźwięku, niezawodność, możliwość swobodnego projektowania przestrzennego.
Nie uważam, by rodzaj traktury miał jakikolwiek związek z jakością dźwięku instrumentu.

A. K. – Jaka jest Pana opinia na temat rozmieszczenia poszczególnych zespołów głosowych w instrumencie?

J. C. – Twierdzę, że poszczególne werki powinny stać osobno i na jednym poziomie. Nie powinno się piszczałek jednego głosu dzielić tak, by odzywały się z różnych stron instrumentu. Nie ma to przecież znaczenia dla słuchacza, jest tylko dodatkowym kłopotem dla stroiciela.

A. K. – Czy szafa organowa powinna stanowić obudowę organów?

J. C. – Już sam kościół jest naturalną obudową organów. W szafach zamykam tylko głosy, dla których przewidziałem możliwość operowania żaluzjami.

A. K. - Jakie widzi Pan różnice w jakości brzmienia w zależności od rodzaju materiałów użytych w piszczałkach?

J. C. - Nie sądzę, by rodzaj materiału miał dla jakości brzmienia decydujące znaczenie. Mogę na przykład w jednym głosie zestawić i odpowiednio zintonować piszczałki cynowe z cynkowymi. Po zagraniu nikt nie będzie w stanie wysłyszeć różnicy. Owszem, kiedyś stosowano tylko piszczałki ołowiane i cynowe, ale nie znano sposobów obróbki innych materiałów.

A. K. – Czy rodzaj akustyki pomieszczenia powinien mieć wpływ na dobór odpowiednich menzur?

J. C. – Różnicowanie menzur jest mniej istotne niż skłonni są przypuszczać teoretycy. Mogę przytoczyć na potwierdzenie tej tezy kilka argumentów. Na przykład: w Akademii Muzycznej w Krakowie znajduje się instrument, który dla odpowiednich głosów ma identyczne menzury jak organy znajdujące się w kościele św. Tomasza w Lipsku. Oba zostały wybudowane przez firmę Schuke z Berlina. Znam jeszcze inny przykład, tym razem dotyczący jednego instrumentu. W organach kościoła farnego w Poznaniu, w głosach: Oktawa 4’, Kwinta 2 2/3', Superoktawa 2’ oraz Mikstura IV, zastosowano identyczne menzury.
We wszystkich tych miejscach byłem i dokonałem odpowiednich pomiarów.
Sam różnicuję menzury w swoich instrumentach, ale nie uważam tego za niezbędne. Różnice te przy dużej ilości głosów są niezauważalne.

A. K. – Dr Bryan Hesford, w angielskim czasopiśmie „Musical Opinion” z listopada 1984 roku, wspomniał o Pana fascynacji organami angielskimi. Na czym ona polega?

J. C. – Podczas mojego pobytu w Anglii zwróciłem uwagę na ciekawe walory brzmieniowe tamtejszych instrumentów. Pamiętam ich dźwięczność i perlistość, jedyne w swoim rodzaju brzmienie plena – przywołujące na myśl odgłos dzwonów. Zaobserwowałem tam, że piszczałki zrobione są z dużej ilości materiału. Tak więc są ciężkie i mają grube ścianki. Może być to przyczyna ich niezwykłej barwy, ale nie sprawdziłem tego nigdy.

A. K. – Na ile fakt, że sam Pan gra na organach jest istotny w pracy?

J. C. – To dla mnie bardzo ważne. Mam wspólny język ze zleceniodawcą, potrafię się obronić przed zarzutami dyletantów. To właśnie podczas nauki gry w szkole zaczęły się moje zainteresowania budową instrumentów. Chciałem sam poznać tajemnice ich konstrukcji, aby stworzyć organy moich marzeń.

A. K. – Proszę przytoczyć swoje najciekawsze wspomnienia dotyczące polskich, wybitnych organistów.

J. C. – Wyjątkowe miejsce w moich wspomnieniach zajmuje prof. Julian Bidziński – mój nauczyciel gry na organach. Pamiętam też dobrze ostatni koncert, jaki na organach kościoła garnizonowego św. Elżbiety dał prof. Romuald Sroczyński. Przygotowałem dla niego instrument, uczestniczyłem w ustalaniu regestracji. Profesor przystąpił do gry wyjątkowo skupiony i poważny. Zagrał bardzo pięknie. Innym razem, w ramach „Organowych Nokturnów”, na moich organach w kościele św. Augustyna koncertował prof. Julian Gembalski. Długo będę pamiętał niezwykłe improwizacje na tematy pieśni wielkopostnych, jakie wtedy usłyszałem. Wieczór ten wspominam z wielkim wzruszeniem.

A. K. – dziękuję za rozmowę.


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 15:28
TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-23, 10:54 pm

Jak przez pryzmat swojej działalności ocenia Pan poszczególne rodzaje traktur organowych?


Całą wypowiedź odnośnie traktury jest po prostu STRASZNA!!! załosna...
od razu podkreśle, iż absolutnie nie jestem przeciwnikiem traktury pneumatyczne itp... po prostu jasne i przedyskutowane jest to że NAJLEPSZA jest traktura mechaniczna i że MA wpływ na wydobywanie się dzwięku i jakość gry
A Zinar chce najwyrazniej powiedziec ze mechaniczna jest po prostu PRYMITYWNA

Nie powinno się piszczałek jednego głosu dzielić tak, by odzywały się z różnych stron instrumentu. Nie ma to przecież znaczenia dla słuchacza,



potrafię się obronić przed zarzutami dyletantów.



To jest takie śmieszne...
Bo czytam to i czytam
i prawie w każdej odpowiedzi Cynar mówi: białe jest czarne, a czarne jest biale - ja to sprawdziłem i ja to wam mówie! a cała nauka organmistrzowska, cała tradycja i wszyscy na około (dyletanci przecie!) gadaja bzdury....
ech....

Wiecie co...
Ta rozmowa miała złagodzić mój stosunek do Zinara...
A tu, jest JESZCZE GORZEJ!!!!
Teraz w moich oczach już nie wiem na jakim poziomie jest...
Z tych wypowiedźi wieje pewnością siebie... niezdrową pewnościa. a tym wypadku wrecz wysoce patologiczną
Jesu. I ktoś tu chce bronić Cynara?!?!?!?!
No zlitujcie się........

___________________________________________________________________________

TOEKO Wysłany: 2005-12-24, 10:53 am

Miał być koniec i kropka, ale złamię słowo... Po co gotową, odlaną blachę cynową (lub stopową) rozklepywano, skoro podobno czy blacha taka czy inna, nawet cynkowa - brzmi jednakowo? A właśnie Silbermann (i Gottfried i jego brat stryjeczny chyba - Andreas) niektóre blachy rozklepywali a inne - nie. Twierdzili bowiem, że piszczałka wykonana z blachy rozklepanej (rozkutej) brzmi inaczej niż z "miękkiej", nie przekutej blachy. Oni to 300 lat temy słyszeli a teraźniejsi mistrzowie nie słyszą? A może tu wpływ miało inne niż teraz ciśnienie powietrza w organach. Kiedyś stosowano niezwykle niskie jak na obecne poglądy. Organy brzmiały i ciszej, i łagodniej.

___________________________________________________________________________

EDUSCHO Wysłany: 2005-12-24, 11:26 am

LUDZIE !!! Dajcie spokój wreszcie....rozbijacie g...o na atomy...można nie słyszeć niuansów brzmieniowych, tak samo jak można nie słyszeć czy orkiestra gra....daję Wam słowo - słyszałem piszczałki wykonane z drewna hebanowego - brzmią całkiem inaczej jak np. dębowe czy co też jest pewna osobliwością - cedrowe...
słyszałem piszczałki wykonane z porcelany....a kto słyszał w Weingarten z kości słoniowej????
To że ktoś użył takiego czy innego materiału to też prawdopodobnie w dużej mierze sprawa pieniędzy. Jerst w tym kraju tez spora liczba kościołów których dachy powinny być pokryte blaczą miedziana, a z braku kasy po prostu - pokryte są blacha cynkową.
Zamiast dachówką - blachą...a wszystko z braku środków....
Tak wiec zanim kogokolwiek odsądzać chcemy od czci i wiary ( patrz wątek Cynar )
warto zapoznać się z kosztorysem, projektem, sprawdzić czy wykonanie zgodne z owymi, a POTEM dopiero wybrzydzać że ktoś coś sknocił.


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 15:33
RAFAŁ KOBIC Wysłany: 2005-12-24, 12:06 pm

Po pierwsze, dziekuje Adamie, za przytoczenie rozmowy z organmistrzem Cynarem. Musze przyznac, ze jego opinie sa osobliwe i ze sie tak wyraze unikalne. Ale nie widze w nich nic co by wkazywalo na to ze sa nieprawidlowe.

To co Teodor mowi o cisnieniu powietrza w wiatrownicach jest prawda. Dawniej stosowano cisnienia o wiele nizsze, niz w ostatnim wieku, specjalnie w wiekszych instalacjach. Ale obecnie tez sie stosuje niskie cisnienia, na wzor dawnych organmistrzow.

Profesor Clemens: "nie znając słowa po angielsku???"



Z jak najwiekszym szacunkiem dla profesora, anglicy, chociaz z reguly wola sie porozumiewac we wlasnym jezyku (ba, dawniej bylo to "de rigeur"!) w ostatnich dekadach zrozumieli, ze jednak nie sa najwazniejszym narodem swiata, i umieja tez sie porozumiewac w innych jezykach, np. niemiecki czy francuzki. Przypuszczam, ze Cynar, pochodzacy z Wroclawia, znal napewno niemiecki, wiec komunikacja byla mozliwa.

Co do rodzaju traktury, opinia Cynara ze nie robi roznicy w JAKOSCI dzwieku chyba nie jest nieprawidlowa. Robi roznice, jak wiemy, w odstepie czasu miedzy nacisnieciem klawisza, a wydaniem glosu z piszczalki.

___________________________________________________________________________

JAREK TARNAWSKI Wysłany: 2005-12-24, 2:32 pm

Co do rodzaju traktury, opinia Cynara ze nie robi roznicy w JAKOSCI dzwieku chyba nie jest nieprawidlowa.


Mój kolega był podobnego zdania jak Cynar. Wspomniałem o tym dyskretnie podczas mojej rozmowy z organmistrzami z firmy Alexander Schuke. Nie mogli powstrzymać histerycznego śmiechu. Kiedy po minucie wreszcie się uspokoili, powiedzieli, że WIĘKSZEJ BZDURY nigdy nie słyszeli. Sądzę, że wiedzą co mówią. I na pewno są bardziej kompetentni od Cynara.
Powiem więcej. Miałem okazję osobiście poznać Cynara kiedyś we Wrocławiu. Właśnie pracował przy tym swoim elektro-pneumatycznym, czy pneumatycznym badziewiu w szkole na Łowieckiej (było to jeszcze przed wielką powodzią). Mówił o tym, że nie ma różnicy w brzmieniu między piszczałką cynową i cynkową i dlatego użył ich w jednym głosie. Na poparcie swoich słów uraczył nas prezentacją. Potem mieliśmy okazję pobawić się sami. Wszyscy uczestnicy spotkania usłyszeli różnicę oprócz Cynara. Nie zwykłem mówić źle o zmarłych, ale ów organmistrz (w tym przypadku to słowo o wiele za duże) nie dość, że głupi (a to już chyba w tym wątku udowodniono), to był jeszcze głuchy (o czym wszystkich zapewniam na podstawie własnych doświadczeń).

___________________________________________________________________________

TOEKO Wysłany: 2005-12-24, 6:34 pm

Myślę, że trzeba będzie zastosować łacińskie przysłowie: "DE MORTIBUS NIHIL NISI BENE".

[ Dodano: 2005-12-24, 18:35 ]
... może z okazji Świąt.

___________________________________________________________________________

JAREK TARNAWSKI Wysłany: 2005-12-24, 11:56 pm

Moim zdaniem, niezależnie czy facet żyje, czy nie, można o nim powiedzieć wszystko, byleby obiektywnie. Nie zabierałem dotąd głosu w tej dyskusji, bo zasadniczo mam w nosie śp. Cynara i jego radosną twórczość, ale przyznam szczerze, że w końcu nie wytrzymałem. Panowie!!! Jak można bronić takiej fuszery???!!! W imię czego? W imię szacunku dla zmarłych? Żeby nie psuć jeszcze bardziej i tak już marnej reputacji nieboszczyka? Przypominam, że nie oceniamy jego postępowania, ani moralności, lecz umiejętności fachowe. A jeśli budował buble, to trzeba o tym mówić głośno i wyraźnie. Tak, żeby wszyscy wiedzieli, dlaczego i dzięki komu Wrocław ma tak mało cennych instrumentów w kościołach.


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 15:37
TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-25, 5:06 pm

Pytanie - czy J. Cynar p o c h o d z ą c y z Wrocławia, czy tylko "wmieszkany" tutaj, jak większość mieszkańców?



Pewno, że wmieszkany... I w jego znajomość naszego ojczystego dolnośląskiego języka też wątpię...

Właśnie pracował przy tym swoim elektro-pneumatycznym, czy pneumatycznym badziewiu w szkole na Łowieckiej



Hahaha... A to są właśnie organy, które teraz są w kolegiacie Krzyża Św.. I one faktycznie stały na Łowieckiej, z tym że to nie one zostały zalane - na PWCO jest "trochę zły" opis.... Owy instrument to było Sauer + Schlag + Truszczyński no i + na koniec Cynar, który swego czasu począł przenosić organy z jednego końca sali w drugi. I tak przenosił i przenosił, przebudowywał, kombinował jak koń pod górę, aż szkoła nie wytrzymała i sprzedała instrument kościołowi za nie-powiem-ile - bo jak bym wiedział wtedy co się dzieje to bym sam kupił
No i w kościele Krzyża (co jest w nim Całun Turyński ) 'młody Cynar' zmontował te organy
dokładnie tak, jak podręczniki mówią, że organów się nie buduje.


to był cytat za Klemensem Kamińskim.

A jeśli budował buble, to trzeba o tym mówić głośno i wyraźnie. Tak, żeby wszyscy wiedzieli, dlaczego i dzięki komu Wrocław ma tak mało cennych instrumentów w kościołach.



Otóż to.
A przede wszystkim, chcę zwrócić uwagę na to, iż założenie przeze mię tego tematu nie wynikło z jakiejś mojej osobistej chęci "porozmawiania sobie" o Cynarze i obśmiania go, tylko wynikło z rozwijania się dyskusji w poprzednich tematach o jakości organmistrzostwa na Dolnym Śląsku i w ogóle na Śląsku. Widać przeto, że problem ważny i absorbujący - a szczególnie interesujący dla ludzi młodych, którzy osobistych kontaktów z Cynarem raczej nie mieli - i po prostu nie mogą pojąć jak się mogło poulęgać komuś w głowie coś takiego co mamy teraz we wrocławksich kościołach...

___________________________________________________________________________

TOEKO Wysłany: 2005-12-25, 10:12 pm

Te organy w Liceum Muzycznym na ul. Łowieckiej stały w auli, która mieści się w osobnym budynku na podwórzu. W czasie powodzi 1997 roku było tam około 2,5 metra wody (pracowałem wtedy w sąsiedniej elektrociepłowni i tamtejszy poziom wody pamiętam). Do auli wchodzi się ze 2 -3 stopnie w dól, więc organy były zalane wysoko ponad kontuar. W czasie uroczystości poświęcenia "nowych" organów w kościele Św. Krzyża powiedziano, że ocalałe resztki zabrała firma Sauer, ponaprawiała co się dało, dorobiła kilka głosów, a p. Remigiusz Cynar całość zmontował w kościele.
A co teraz znajduje się w auli - nie wiem. Dwa małe instrumenty - w tym ten 7-głosowy cynarowski - znajdują się na II piętrze szkoły.


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 15:40
JAREK TARNAWSKI Wysłany: 2005-12-25, 10:15 pm

Te organy w Liceum Muzycznym na ul. Łowieckiej stały w auli, która mieści się w osobnym budynku na podwórzu.


Nie, nie... To nie te organy. Na podwórzu stał mechaniczny Sauer. Ja pisałem o czymś chyba jeszcze większym (zdaje się, że ponad 30 głosów), przy czym Cynar grzebał przez długi długi czas, a końca widać nie było. O ile pamiętam to stało gdzieś na 3 piętrze i nazywali to chyba "studio organowe"

___________________________________________________________________________

TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-25, 11:17 pm

Wyjaśniam:
Organy co są w Krzyżu stały na górze, w Auli Organowej (i to przy nich grzebał Cynar - patrz: mój wczesniejszy post)
A te co były w Auli na podwórzu to był 21-głosowy Sauer.
Po powodzi Sauer wybudował 48-głosowe organy właśnie na górze w Auli Organowej, na miejscu organów co sprzedano do Krzyża - i wykorzystał przy tym ocalałe części ze swego wcześniejszego zalanego instrumentu.
Oprócz tego w szkole jest 8-głosowy Sauer i 7-głosowy Cynar.

A co do inauguracji "nowego" instrumentu to jest jedna wielka żenada...
Pomijam już to co zrobił Grubich podówczas - bo może akurat nie był w formie, a człowiek już wiekowy...
Ale:
Kościoł prawie ze dostał 48 głosow za darmo - a w zaden sposob tego nie wykorzystał. Potem się okazało, że to proboszcz się wystarał o zakup tych organów i dokonał tego, jak podał, za sumę 10-krotnie większą niż w rzeczywistości... Potem inny ksiądz z kurii wymyslił sobie, że organy bedą stały tam gdzie stoją (zachodnia ściana koscioła) i nic go już nie przekonało, iż menzuracja i intonacja sprzyjają usytuowaniu ich według pierwotnego pomysłu - tzn. na scianie prezbiterium zaraz za transeptem. A na koniec dorwał się do tego Cynar Młodszy, co wybudował te organy - jak już pisałem - dokładnie tak jak się organów nie powinno budować.
Oczywiście na kontuarze złota tabliczka głosi: "Organy wybudował inż. Remigiusz Cynar"

Jednak powinien to być temat najbardziej interesujący dla samych organmistrzów. Mam nadzieję, że organmistrzowie przynajmniej podglądają nas tu na forum



Heh... Masz rację. Też mam taka nadzieję

[ Dodano: 25-12-2005, 23:35 ]
Z resztą w Auli Organowej jest tablica, na której wszystko jest objasnione. Co prawda w naszym ojczystym dolnośląskim języku, ale zawsze...

Sauer-Orgel Opus 2270
Erbaut unter Verwendung von Teilen der vom Oderhochwasser 1997 zerstörten Sauer-Orgel Opus 2134 aus dem Jahre 1982.

Disposition Sauer-Orgel Opus 2134 in Musiksaal der Musikschule Breslau zerstört im Sommer 1997

I Hauptwerk
Rohrflöte 8'
Prinzipal 4'
Quinte 2 2/3'
Waldflöte 2'
Terz 1 3/5'
Mixtur 3-4f.
Trompete 8'

II Schwellpositiv
Holzgedackt 8'
Dulziana 8'
Blockflöte 4'
Prinzipal 2'
Sifflöte 1 1/3'
Scharff 3f.
Vox humana 8'

III Solo
Metallgedackt 8'
Zinken 2-4f.
Holzregal 8'

Pedal
Subbass 16'
Gemshorn 8'
Rohpfeife 4'
Sordun 16'

Jak widać zdecydowana większość głosów została wykorzystana w nowych organach.
Patrz: http://www.organy.art.pl/...hp?instr_id=432

___________________________________________________________________________

ADAM KLARECKI Wysłany: 2005-12-26, 10:49 am

Oprócz tego w szkole jest 8-głosowy Sauer i 7-głosowy Cynar.

A jak to jest z tym 8-głosowym instrumentem? Pamiętam, że jak miałem praktyki na Łowieckiej, to właśnie Cynar był w trakcie montażu tego instrumentu. Pamiętam dobrze tę sytuację, był już gotowy instrument Cynara obok (dałem jego opis na PWCO), a trwały prace przy tym drugim małym instrumencie. Zagłądaliśmy tam często z Klemensem Kamińskim i rozmawialiśmy z Cynarem. Wówczas nie mówiło się, że to organy Sauera. Mówiło się, że to organy Cynara z kontuarem Englera. Być może coś mi się wraz z upływem czasu pomieszało i może to chodziło o Sauera, a nie Englera, jednak na pewno mówiło się wtedy, że to organy Cynara. Domyślam się dziś, że wtedy odbywał się tylko montaż tych organów Sauera, może jakaś mała rozbudowa. Jeśli tak, to skąd wzięły się te organy, czy były one wcześniej własnością Liceum, czy może to raczej instrument odzyskany z jakiegoś kościoła?

___________________________________________________________________________

TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-26, 12:44 pm

A jak to jest z tym 8-głosowym instrumentem? [...]



Ha! Własnie. Ja też się kiedyś zastanawiałem skąd on się tam wziął! Ale jakoś dziwnie nigdy się o to nie zapytałem nikogo...
Jednak myślę, że jest to instrument z jakiegoś domu prywatnego (było parę takich willi we Wrocławiu gdzie były organy) - sądzę tak po formie i wielkości szafy. Może jakaś malusieńka kaplica? Może coś się dowiem w najbliższych dniach...
Niewątpliwie jest to jednak Sauer z jakąś rozbudową/przebudową Cynara. I wtedy, kiedy widziałeś Cynara jak stawiał ten instrument, to on tylko go przerabiał, bo te organy były już o wiele wcześniej w szkole niż te w sąsiedniej klasie - te cynarskie z prospektem w formie żaulizji
I to w ogóle zdaje się był pierwszy instrument tej szkoły po wprowadzeniu się do obecnego budynku.

___________________________________________________________________________

ADAM KLARECKI Wysłany: 2005-12-26, 1:38 pm

No, a te duże organy ze strychu, skąd one się tam wzięły? Mam na myśli te, które teraz stanowią trzon instrumentu w św . Krzyżu. Wtedy, na przełomie 93 i 94 roku, Cynar zaczynał też prace na strychu. Stał tam już nawet duży kontuar, który miał być doczepiony do tego Sauera. Bardzo się kiedyś zdziwiłem, że tak naprawdę nigdy nie skończyła się ta inwestycja i po powodzi zagospodarował to wnętrze dopiero współczesny Sauer. No tak, ale czy wiadomo coś o pochodzeniu tamtego starego Sauera?

___________________________________________________________________________

TOMASZ KMITAWysłany: 2005-12-26, 2:30 pm

No więc Sauer, ten który był na strychu - czyli w Auli Organowej - a teraz jest w Krzyżu został sprowadzony przez prof. Bidźińskiego (organistę, założyciela szkoły i jej pierwszego dyrektora) z jakiegoś wrocławskiego kościoła. Niestety nie wiem dokładnie którego (Profesor K. wspominał o Brochowie jednak ja nie znajduję tam kościoła bez organów)
Instrument miał dwa manuały i stał koło okna (jak ktoś zna sale to wie gdzie )
Potem przeróbkami i rozbudowami zajmowali się Truszczyński, Kamiński... Profesor K. twierdził, że podówczas "doczepiono" do tego Schlaga - stąd się zrobiły trzy manuały. No i w tym właśnie grzebał Cynar jak był młody - o czym nawet wspomina w Twej pracy, Adamie.
No i to tak stało, stało... Aż Cynar urósł i postanowił uporządkować cały instrument i przestawić w przeciwległą część sali - tam gdzie stoi dziś duży Sauer. Jak postanowił, tak też zrobił, tyle, że nie do końca. Strasznie się z tym wszystkim grzebał, kombinował, tak, że ciagle był gotowy tylko pierwszy manuał A ja nawet gdzieś mam zdjęcie tych organów! Może poszukam...
No i po powodzi, jak trzeba było i tak remontowac Sauera tego z podwórka to postanowiono go wstawić i rozbudować do 48 głosów właśnie w Auli Organowej na poddaszu, a ten konglomerat instrumentów sprzedać do kościoła. W sumie się dziwię temu... Myślę, że taki duży instrument do ćwiczeń też by nie zawadził...


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 15:55
ADAM KLARECKI Wysłany: 2005-12-26, 3:09 pm

W sumie się dziwię temu... Myślę, że taki duży instrument do ćwiczeń też by nie zawadził...



Domyślam się, że władze szkoły chciały ostatecznie ubezpieczyć się od zalania kolejnego instrumentu w przyszłości i dlatego zrezygnowały z lokalizacji organów w podwórku. No tak, ale zawsze lepiej mieć więcej organów niż mniej.

Dzięki za wyjaśnienia dotyczące skomplikowanych losów Sauerów. Ostatnio mam mniejszy kontakt z Wrocławiem i dorobiłem się zaległości. Czasem oczywiście spotykam profesora Kamińskiego, ale brakuje czasu, by o wszystko zapytać.

___________________________________________________________________________

TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-26, 3:59 pm

To prawda, że nie za bardzo byłoby jak te organy gdzie indziej postwić...
No i oczywiście dochodzi koszt ich montażu, poźniejszczego utrzymania itd.
Finanse... Nawet ten dużu Sauer nie jest całkiem dokończony - nie ma języków w trzecim manuale.
Ale w każdym razie szkoda... Tym bardziej wobec wielkości tych organów i ceny za jaką zostały sprzedane

Oj... Losy to doprawdy skomplikowane
Zwłaszcza jeśli chodzi właśnie o czasy zaraz po wojnie - organy pojawiały się nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak i nie wiadomo czyje były...
Patrz: Choćby historia organów Archikatedry - czy ktoś może powiedzieć autorytatywnie gdzie one były po zdemontowaniu z Hali Stulecia a zainstalowaniem w Katedrze??? I kto je zdemontował - bo instalował Biernacki, to jawne jest...
HA!

Normalnie "Akta W"...
(to takie wrocławskie "Archiwum X", z tym, że oparte na prawdziwych faktach)

___________________________________________________________________________

ADAM KLARECKI Wysłany: 2005-12-26, 6:03 pm

Zwłaszcza jeśli chodzi właśnie o czasy zaraz po wojnie - organy pojawiały się nie wiadomo skąd



Pojawiały się, ale też czasem znikały w dziwny sposób. Przecież w taki sposób zniknęły organy z kościoła ewangelickiego w Kamiennej Górze, a później pojawiły się w dzisiejszej katedrze polowej na ul. Długiej w Warszawie. Ciekawostką interesującą nas szczególnie jest to, że ewangelicki kościół w Kamiennej Górze przejęli później katolicy, nadali mu tytuł. M. B. Różańcowej, a w 1978 roku chór organowy tegoż kościoła zapełniła firma Józefa Cynara:
http://www.organy.art.pl/...php?instr_id=66

___________________________________________________________________________

TOEKO Wysłany: 2005-12-26, 9:08 pm

Dobrze, że chociaż takie organy po wywiezieniu były gdzieś zamontowane i pełnią swoją rolę. A ile zdewastowali - nie Rosjanie po wojnie, chociaż też napsuli instrumentów. ale Polacy - i nie tylko w ewangelickich kościołach. Organy w Tyńcu Małym (11 km. od Wrocławia) rozgrabili napływowi mieszkańcy. Kilka lat temu proboszcz mówił mi, że dzieci biegały po okolicy i trąbiły na piszczałkach. Muszę tam w lecie pojechać i zobaczyć na czym tam się gra teraz.

___________________________________________________________________________

TOMASZ KMITA Wysłany: 2005-12-30, 12:57 pm

No to jeśli mówimy o rozgrabianiu i dewastacji - właśnie organy z Hali Stulecia to jest "piękny" przykład

Zamieściłem zdjęcia Sauera z Łowieckiej w albumie
Jeśli ktoś ciekaw - proszę zaglądnąć

___________________________________________________________________________

ADAM KLARECKI Wysłany: 2005-12-31, 10:24 am

Dodałem też jeszcze jedno zdjęcie do Albumu. Wprawdzie nie z Wrocławia, a ze Świdnicy, ale za to pasuje ono do interesującej nas kategorii nieistniejących organów.


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 16:08
TOMASZ GŁUCHOWSKI Wysłany: 2006-01-01, 10:18 pm

tak sobie przeczytałem cały ten wątek, no i cóż powiedzieć?
obecnie jestem uzytkownikiem Cynara u wrocławskich Dominikanów i krótko powiem, że z miłą chęcia pozbyłbym sie tego instrumentu, gdyby to tylko ode mnie zależało. (choć jest to opus vitae Cynara i może warto by było zachować ten "ciekawy" przykład budownictwa organowego).
w ostatnim czasie konsultowałem budowe tego instrumentu z trzema organmistrzami (Schäbitz, Cepka, Nawrot). ogólnie napisze, że zdania mieli podobne, więc: I stawiać nowy instrument. II pomimo, że część materiału jest nazwijmy to dobra (drewno), to nie wiadomo jaki byłby efekt po przeintonowaniu piszczałek zwłaszcza , że: III piszczałki sa wycieta maksymalnie i wyzabkowane, co w połączenia z wysokim cisnieniem przyprawia o ból uszu i głowy. IV słynna niezawodna traktura elektromagnetyczna bardzo zawodzi (a minęło tylko 15 lat jak instrument został oddany do użytku) jako ciekawostke podam że główne jej elementy to łącza telekomunikacyjne (przypuszczam że miał facet jakieś zwiazki z ówczesną tepsą)....
głównym problemem sa jak zwykle pieniądze, wiec jakby ktoś miał ich w nadmiarze to podam nr konta , no bo co zrobic jak władza duchowna mówi że budowa klasztoru, dach, okna, ......................... a organy jakos grają (a przed festung Breslau stał tam piękny prospekt Caspariniego). szkoda czasem słów , dobrze że mozna chociaz pofantazjowac - przynajmniej coś twórczego i rozwijajacego człowiek robi
i dużo by tu jeszcze dyskutować

________________________________________________________________________

ADAM KLARECKI Wysłany: 2006-01-01, 10:37 pm

A co z pozostałymi organami Cynara we Wrocławiu, w jakim stanie się zachowały? W 1994 roku za najlepsze uchodziły te z Bożego Ciała. Chyba rzeczywiście był to najbardziej udany instrument, najlepiej brzmiący, w najlepszym stanie, a dostępu do niego strzegł pilnie tamtejszy organista. Miałem kiedyś przygotować w Bożym Ciele akompaniament Mszy Moniuszki dla Pueri Consonantes przed koncertem. Facet nie chciał mnie wpuścić na górę, bo bał się, że zepsuję te organy. Z opresji wyratował mnie dopiero proboszcz tamtejszy (jeszcze raz dziękuję, choć minął szmat czasu).

słynna niezawodna traktura elektromagnetyczna bardzo zawodzi



No pewnie, przecież śniedzieją styki i będą śniedzieć. To zasadnicza wada wszystkich posttelekomunikacyjnych elektro-pneumatyków.

___________________________________________________________________________

TOEKO Wysłany: 2006-01-02, 8:27 am

No cóż... Był Cynar w owym czasie we Wrocławiu, inwestor wybrał jego...
Przekaźniki telefoniczne można było kupić nawet w sklepie czy na ...szber-placu. Demontowano kiedyś stare centrale telefoniczne, stąd przekaźniki. Zresztą w innych organach (F-y Biernacka-Grandys) też takie widziałem.
Pamiętam, że lat temu ze 40 cynę 100% mogli, na przydział, kupować wtedy wyłącznie Cyganie(!) do pobielania kotłów. Mieli na to państwowy monopol. Blacha cynkowa była dostępna łatwiej. Trzeba pamiętać o systemie przydziałów materiałów, rozdzielnikach i tp. przyjemnościach. Kto nie żył w tamtych czasach nawet sobie nie wyobraża, jak to fajnie było. Teraz idzie się do OBI czy innej Castoramy, dzwoni się tu i tam - i towar prawie sam do klienta biegnie. Ja na założenie telefonu czekałem 19 lat. Inne czasy...

________________________________________________________________________

ADAM KLARECKI Wysłany: 2006-01-02, 10:48 am

a w sprawie nieprawidłowości w budowie odpowiedzialny jest w dużej mierze oprócz budowniczego również inwestor, a także nadzór, jaki powinien być przy budowie nowych organów, jak i przy remoncie.



Tak, to jest chyba podstawa problemu. Polskim organom szkodził brak świadomości inwestorów i brak zorientowania w obowiązujących gdzie indziej normach organmistrzowskich. Kościół w czasach komunizmu był bardzo silny, również ekonomicznie. Mógł więc cieszyć się pełną autonomią w sprawach inwestycji. To było zbawienne dla Kościoła, ale gorzej na tym wychodził poziom organmistrzostwa. Nie było dotacji ze strony państwa i samorządów, nie było więc wtrącania się państwa i samorządów do tych spraw. A skoro nie było wtrącania się, to nie było kompetentnego i skutecznego nadzoru artystycznego, systemu wymuszającego konkurencyjność, zamówień i przetargów. Funkcję nadzoru brały na siebie diecezjalne komisje, które na ogół były i tak bezsilne.

________________________________________________________________________

TOMASZ GŁUCHOWSKI Wysłany: 2006-01-02, 10:13 pm

trzeba miec nadzieję, na lepsze czasy, tudzież wygrać w totka, to sie może coś zmieni w kwestii instrumentarium Wrocławia.

a jak to powtarza prof Clemens, za śp prof Bukowskim : "jak, coś jest gównem, to czy się to przyklepie z tej czy tamtej strony, to i tak nim pozostanie"

pozdrawiam

________________________________________________________________________

BOKSZCZANIN Wysłany: 2006-01-05, 12:17 am

Co do poruszanego wątku, to nie będę sie nawet silił Jak mawiał św/p Jerzy Erdman: na słowo Cynar - jedni padali, inni wyskakiwali przez okno, jeszcze inni rumienili się
Pozdrawiam wszystkich

________________________________________________________________________

TOMASZ KMITA Wysłany: 2006-01-05, 12:35 am

Buahahahahahaha
To jest straszna prawda
Ale czyżby Cynar był aż tak słynny???? <wow>

________________________________________________________________________

ADAM KLARECKI Wysłany: 2006-01-05, 10:10 am

Owszem, okazuje się, że Cynar działał trochę na terenie Warszawy i w innych odległych od Wrocławia miejscach. Byłem zdziwiony jak Cynar przedstawił mi pokaźną listę instrumentów zbudowanych przez siebie na Podkarpaciu. W ubiegłym roku mogłem się przekonać, że te instrumenty naprawdę istnieją i grają. Grałem koncert na średniej wielkości organach Cynara w Lutoryżu k. Rzeszowa.
http://www.organy.art.pl/...hp?instr_id=551
Instrument był w bardzo dobrym stanie (organista dba niezwykle), brzmiał charakterystycznie dla instrumentów Cynara, miał bardzo przyjazną dla ręki klawiaturę. Przyznam, że nawet byłem wzruszony, bo z organami Cynara nie miałem kontaktu od kilkunastu lat.


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 16:28
BOKSZCZANIN Wysłany: 2006-01-06, 12:41 am

Witam!
nie wiem co Wy na ten temat sądzicie ale ja w sumie uważam, że instrumenty tej firmy nawet znośnie brzmią jeśli je porównać do innych z tamtej epoki. Przyszło mi zagrać na 2 czy 3 instrumentach Cynara i nie wydaje mi się żeby było coś zupełnie inny niż jest w instrumentów innych firm z tamtych czasów. Kamińscy robili podobnie. Nawet kontuary mają prawie takie same. Tak samo awaryjne systemy elektro-pneumatyczne. Jedyne co niefajne to prospekty ale taka była moda. Tak naprawdę to chyba chodzi o stan organów z epoki socjalizmu. Zwykle z tym bywa bardzo źle.
Wydaje mi się, że nie ma co tu mówić o jakimś wielkim kunszcie organmistrzowskim. Ot taka polska firma. Nie ma nawet do jakiej porównać w Niemczech. Czesi mieli Rieger Klossa ... i grać było trzeba
Pozdrawiam,

________________________________________________________________________

ADAM KLARECKI Wysłany: 2006-01-06, 12:48 pm

Wydaje mi się, że nie ma co tu mówić o jakimś wielkim kunszcie organmistrzowskim. Ot taka polska firma.


Myślę, że to jest sedno sprawy, pisałem już o tym. Organy Cynara nie były w niczym gorsze i w niczym lepsze od organów budowanych w Polsce w tamtych latach.
Możemy więc w poruszanym przez nas temacie pójść w dwie strony. Możemy np. wyrażać tu nasze żale i opisywać nasze sentymenty. Żale będą wyrażać dzisiejsi mieszkańcy Wrocławia stykający się ciągle z Cynarami, a sentymenty będą opisywać ci pozostali, którzy z Wrocławia wyjechali i nie grywają już na organach Cynara (a jak grywali to byli piękni i młodzi, więc stąd te sentymenty).

Możemy też pójść w inną stronę i pisać o naszych odczuciach związanych z tym rodzajem organmistrzostwa, wytykać błędy, pisać co jest złe i dlaczego tak organów nie powinno się budować.
Mam przekonanie, że powinniśmy pójść w tę drugą stronę, by lepiej oceniać spotykane przez nas instrumenty i nabierać pewności, o co chodzić powinno we współczesnym budownictwie. Byśmy umieli rozmawiać później z księżmi i organmistrzami, byśmy umieli tłumaczyć im jakim wielkim anachronizmem (i dlaczego) są systemy elektro-pneumatyczne.

________________________________________________________________________

RUTZMAN Wysłany: 2006-01-09, 12:09 am

Witam wszystkich!
Zaciekawił mnie wywiad z panem Cynarem. Na jego podstawie można stwierdzić, że albo:
1. Józef Cynar był geniuszem sztuki organmistrzowskiej,
albo:
2. Józef Cynar był ignorantem sztuki organmistrzowskiej.

Jak wiadomo drzewo poznaje się po owocach. Owocami pana Cynara są nie tylko pozostawione instrumenty, ale również istniejąca do dziś firma organmistrzowska, o której była już gdzieś mowa na tym forum.
Na podstawie moich niewielkich doświadczeń ze wspomnianymi owocami uważam, że są nieco... niedojrzałe!
Pozdrawiam


Rafal Kobic - 2006-10-23, 17:34
Jestem pewny, ze wszyscy zainteresowani praca i opiniami Cynara sa wdzieczni ze przywrociles Tomku ten watek, ktory przez pomylke Piotr Ahmad zlikwidowal. W imieniu forum skladam Ci gratulacje i podziekowane za wlozona prace, ktora na pewno byla niemala.


Adam Klarecki - 2006-10-23, 22:55
Dzięki za odtworzenie tematu. Może na nowo rozwinie się dyskusja na temat ówczesnego stylu polskiego budownictwa. Wkrótce tutaj zamieszczę spis prac firmy Cynara z lat 1954-1994.


Tomasz Kmita - 2006-10-23, 23:06
No ja właśnie czekam na ten spis z niecierpliwością


lukasior - 2006-10-24, 00:21
Ja też bo nawet nie wiedziałem że Cynar zbudował wcześniej w kościele św. Wojciecha jeszcze jakieś inne instrumenty. Czekam na dalszy ciąg!


Toeko - 2006-10-24, 08:21
Tam przez wiele lat był używany zaczątek instrumentu obecnego z jakimś starym kontuarem gdzie któryś z głosów był włączany przyciskiem z gwoździkiem.


Strona 1 z 21, 2


Pokrewne tematy
Kogo uważacie za najlepszego obecnie organmistrza w Polsce?
Dewastacja organów - działalnosc pewnego "organmistrza&
Ogólny wątek wrocławski
Tuning Show Kraków 2004
Czy Bóg istnieje?
Finanse w szkoleniach GUE...
Życzenia imieninowe, urodzinowe i inne
Wasze propozycje - co jeszcze powinno się znaleźć na stronie
Gdyby babcia miała wąsy xD
Wystarczy Wierzyć
Papierosy PRL
Alkozofia Andy"ego...
Rzutnik w liturgii :x
[moje auto] Banolito, Opel Vectra GT
Kolekcja tematów z grup dyskusyjnych / Indeks
Odnośniki,